Neofeud 2 przenosi się niewiele ponad sto lat w przyszłość, ale to wystarczy, by wydarzenia z pierwszej części przeszły do historii, a nawet wkroczyły w sferę mitu. Nowe pokolenia wielbią jej bohaterów niczym legendarnych herosów albo potępiają jako bandę wyklętych renegatów. Jeden z nich stał się nawet obiektem kultu, a wyznawcy czczą go jak mesjasza.

- Kostium cyberpunkowy
- Poszukiwany kompas moralny
- Beret Che Guevary
- Neofeud 2 jako przygodówka
- Autor i inne postaci
Kostium cyberpunkowy
Akcja wykracza poza granice Eutropii, którą ludzkość zdążyła w międzyczasie zdewastować do szczętu. Jednak system feudalny przetrwał i nieustannie generuje problemy, tyle że większe, obejmujące kolejne kontynenty, a chyba nawet planety. Teoretycznie nastąpiła zmiana władzy, bo zamiast królewskiej rodziny Clington-Busch rządzi klan Bizberg-Zuckerbuck. W praktyce oznacza to tyle, że feudalizm rozpanoszył się na skalę kosmiczną, a Neofeud 2 urósł do rozmiarów cyberpunkowej epopei.

Gra jest bardziej rozbudowana niż poprzedniczka. Wszystkiego tu więcej; lokacji, akcji, postaci, dialogów, słów, jeszcze raz słów… Silver Spook zbudował uniwersum, w którym cyberpunkowy kostium dobrze się sprawdza jako przebranie pozwalające krytykować bolączki współczesności. Kłopot w tym, że proponowane przez niego remedium przypomina leczenie dżumy cholerą. Kiedy jeden z przywódców organizacji Red Star w rewolucyjnym amoku zapowiada tworzenie Red Army, w mojej głowie wyją syreny alarmowe.
Poszukiwany kompas moralny
Neofeud 2 mocno zbacza na polityczne manowce, ale da się w grze wyłowić parę sensownych myśli. Na tle apokaliptycznych wizji wyróżnia się idealna kraina powszechnej szczęśliwości. Rządzi tam starożytna cywilizacja wyprzedzająca naszą w rozwoju technologicznym, ale też przewyższająca ją pod względem standardów etycznych. W tym utopijnym wątku odczytuję ważną dla nas przestrogę: wielkie pieniądze i zaawansowana technologia w rękach ludzi pozbawionych kompasu moralnego to przepis na totalną katastrofę.

Powyższe zdanie należałoby oprawić w ramki, bo definiuje problem, przed którym obecnie stoimy. A co z tej diagnozy wynika w grze? Anarchizm i rewolucja, czyli całkowite odcięcie się od przeszłości i zburzenie starego porządku. W części 1 wyrażało się to m.in. niefrasobliwym zestawieniem nazwisk Clington-Busch. W Neofeud 2 pojawia się skrzyżowanie ulic niejakiego Obamy i jakiegoś Trumpsona. Z kontekstu wynika, że jeden demopublican wart drugiego, czyli każda opcja polityczna jednakowo skompromitowana. Objection! – protestuję stanowczo.
Beret Che Guevary
Takie rozumowanie jest równie naiwne jak przekonanie, że wystarczy rozbić duopol, by uzdrowić sytuację w Polsce. Tymczasem nie chodzi o to, by zniszczyć stare, tylko by zwalczać złe. A jeśli już burzyć stary porządek, to dlaczego akurat pod znakiem czerwonej gwiazdy? Walka z feudalizmem pod sztandarem totalitaryzmu? To symbol zbrodniczego systemu oraz mocarstwa, które upadło, choć niestety nie do końca. Jego wojska, nawet jeśli już nie nazywają się Armia Czerwona, nadal atakują, okupują i bombardują.

Może z perspektywy wyspy na środku Pacyfiku (autor jest Hawajczykiem) sierp i młot to egzotyczne gadżety, ale w środku Europy mamy z nimi jak najgorsze doświadczenia. Każdemu wolno kontestować system, krytykować kapitalizm, imperializm i nierówności społeczne. Jeśli jednak ktoś liczy, że sprawiedliwy ład zaprowadzą towarzysze spod znaku czerwonej gwiazdy, to chyba nie odrobił lekcji z historii.
Bawi mnie przekłuwanie balona prawicowego populizmu, gdy Nostromo, główny bohater Neofeud 2, nieśmiało wypowiada słowo „socjalizm” i dziwi się, że piorun w niego nie strzela. Nie przeszkadza mi beret à la Che Guevara, skoro komuś w nim do twarzy. Charyzma tej postaci nieustannie przyciąga młodych buntowników, choć to bohater niekoniecznie z mojej bajki. Młodość ma prawo do buntu i rewolucji, ale oczekiwałabym od niej nowych pomysłów. Wyciąganie z lamusa skompromitowanych symboli to powtarzanie starych błędów.
Neofeud 2 jako przygodówka

Dla porządku dodam, że Neofeud 2 pozostaje cyberpunkową przygodówką, choć z jeszcze wyraźniejszą domieszką akcji niż część pierwsza. Pokonywanie przeszkód nie wymaga jednak zręczności (może odrobinę), tylko łamania głowy. Przydaje się też dobre oko, czujnie wyłapujące piksele. Najczęściej trzeba wykorzystać zawartość nietypowego inwentarza, w którym znajdują się nie tylko przedmioty, ale też postaci oraz ich umiejętności.
Przeważają sekwencje, w których bohaterowie działają zespołowo, więc najpierw trzeba wybrać aktywną w danej chwili postać, a potem jej przydatną aktualnie umiejętność. Mogą to być zaawansowane kompetencje hakerskie, ale bywają też wyrafinowane działania na obiektach i osobach, przypominające magiczne zaklęcia z tradycji rpg.
Autor i inne postaci

Fabularnie dzieje się tak dużo, że można by streszczać grę na różne sposoby. Na przykład jest tu romans hakerki z cyborgiem, któremu zakochana kobieta przeprowadza pranie mózgu (przeprogramowuje go), by ten zapomniał drogę do żony. Ha! Obserwujemy też rywalizację kilku księżniczek, z których jedna została przywódczynią rewolucji. Wreszcie to pierwszy znany mi przypadek, gdy w grze występuje jej autor. Nie chodzi tylko o użyczanie głosu kilku bohaterom, ale też wprowadzenie grywalnej postaci Silver Spook do Neofeud 2.
Wygląda na to, że autor nie tylko włożył serce w pracę nad grą, ale też nieźle się przy tym bawił. Ja też do pewnego momentu się bawiłam, mimo nieporadności i dłużyzn oraz dzielących nas różnic ideologicznych. Ostatecznie jednak dobrnęłam do końca głównie z ciekawości, jaki zwrot akcji wymyśli inteligentny przecież autor, by wybrnąć ze ślepego zaułka komunistycznej rewolucji.

Wobec postępującego upadku naszej cywilizacji gry oferują niewiele ponad wirtualny eskapizm. Twórcy unikają tematów politycznych i społecznych jak ognia, po części z obawy przed agresywnym trollingiem (alt-right, anti-woke itp.). Choćby dlatego kibicuję śmiałkom podejmującym niepopularne tematy – pod warunkiem, że wiedzą, o czym mówią.
P.S. Ciekawostka: Gabriel Knight a la Neofeud.



