Następny przystanek na trasie mojej wędrówki w czasie i przestrzeni nosi tytuł Lost Wiki: Kozlovka. Oznacza to, że wróciłam z podróży po Dalekim Wschodzie, by przemieścić się na wschód niezbyt odległy. Błąkam się teraz na obrzeżach Puszczy Białowieskiej. Jeszcze nie wiem, gdzie właściwie jestem, ale na pewno nie po naszej stronie granicy.

Początkowo trudno określić, w którym dokładnie roku wylądował tym razem mój wehikuł czasu. Czarno-białe obrazy na ekranie monitora można było oglądać jakieś 40 lat temu. Jednak korzystam tu już z internetu albo przynajmniej intranetowej sieci stowarzyszenia dziennikarzy Zarnavy, do której udało mi się zalogować. Mam też do dyspozycji bazę danych, która nie tylko z nazwy przypomina prototyp Wikipedii. Wiele wskazuje na to, że podobnie jak poprzednio wróciłam do schyłku lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
Godot w pececie
Znowu ulegam nostalgii za początkami komputeryzacji i po raz kolejny dzieje się to za sprawą gry na silniku Godot. To pierwszy silnik, który odróżniam, głównie dzięki bogatej w literackie skojarzenia nazwie. Co ciekawe, moje skojarzenia wcale nie są od rzeczy. Ponoć nazwa ma związek z „niekończącym się oczekiwaniem na nowe funkcje i aktualizacje”(?!). Tak wyznał główny twórca Godota, który nie nazywa się Beckett, tylko Juan Linietsky.
Najwyraźniej udało mu się stworzyć silnik przyjazny niezależnym twórcom, pozwalający realizować tak zwariowane pomysły jak symulator działania muzealnego komputera. W Lost Wiki: Kozlovka trafił mi się sprzęt jeszcze bardziej archaiczny niż ten, z którego korzystałam w Mysteries of Old Tokyo. Nie ma nawet porządnej karty graficznej, więc nie jest w stanie wygenerować pełnej palety kolorów, a może nawet pikseli. Powiększanie monochromatycznych zdjęć analogowych pozwala mi najwyżej dojrzeć ich ziarnistą strukturę.

W tej przygodzie nie chodzi jednak o podziwianie widoków, a ja nie jestem tu po to, by zwiedzać. W grze Lost Wiki: Kozlovka czeka na mnie misja wirtualnego detektywa lub jak kto woli dziennikarza śledczego. Właściwie robię głównie research, wykonując zdalnie pracę ograniczającą się do penetracji bazy danych. Nie eksploruję lokacji w świecie przedstawionym, tylko wpisy w zapomnianej wersji Wikipedii. Idę tam, dokąd prowadzą mnie otwierające się linki.
Czy Kozlovka to Hajnówka?
Nieznany klient zlecił mi zbadanie okoliczności zagadkowych wydarzeń w tytułowej Kozlovce, prowincjonalnym miasteczku gdzieś w Europie wschodniej. Nawet nie próbuję szukać tej mieściny na mapie. Jakaś Kozłówka znajdzie się pewnie w każdym powiecie, ale trudno mnie będzie przekonać, że w pobliżu Białowieży znajduje się kraj o nazwie Zarnava. Ponoć uzyskał niepodległość w 1991 r., więc coś bym o nim wiedziała.
Ziemia w okolicy wyjątkowo żyzna, a miejscowe władze wdrożyły niedawno program modernizacji rolnictwa. W pobliskiej puszczy rośnie tysiącletni dąb, na którym pasożytują endemiczne grzyby, a na jego pniu od czasu do czasu pojawiają się słowiańskie runy. Kręcił się tu ostatnio pewien mykolog, prowadzący badania naukowe. Dla równowagi, sklepik przy głównej ulicy miasteczka prowadzi miejscowa zielarka lub szeptucha potocznie zwana Wiedźmą.

Wkrótce się okaże, że tajemnicze zniknięcia mieszkańców sprzed kilku lat to wcale nie jedyne tragiczne wydarzenia w historii Kozlovki. Etnograficzne ciekawostki i niepokojące wzmianki o podejrzanych rytuałach przemycane są niespiesznie, oszczędnie, mimochodem. Tuż obok nich znajduję neutralne wiadomości z encyklopedycznych wpisów. Zza konwencji realistycznej wyziera fantastyka, i tak będą się wzajemnie przenikać już do końca.
Obrazy w Lost Wiki: Kozlovka są nieliczne i mało czytelne, pozostaje więc skupić się na tekście. Ten z kolei wcale nie jest nadmiernie rozbudowany. Ogranicza się do niezbędnych, by nie powiedzieć: zdawkowych informacji i skrótowych e-maili. W tej sytuacji nie ma innego wyjścia: trzeba użyć wyobraźni. Ktoś tu usilnie stara się ją uruchomić, podrzucając delikatne sugestie i niedopowiedzenia, świadomie budując napięcie i nastrój oczekiwania. Porzucam więc drobiazgowe dociekania, zapominam o żelaznej logice i zawieszam niewiarę. Wkraczam w świat intrygującej fikcji, choć jeszcze nie mam pojęcia, jak mrocznej.
Logika i wyobraźnia
Odbieram kolejne e-maile, klikam w nowe linki prowadzące do nieznanych nazwisk, miejsc i wydarzeń. Analizuję teksty, kojarzę fakty, przeprowadzam dedukcję. Czasem nawet zdarza mi się łamać szyfry i obchodzić zabezpieczenia. Nie są to wielce skomplikowane zagadki, ale dostarczają odrobinę satysfakcji. Docieram w ten sposób do poufnych treści, odkrywam tajemne powiązania i prawdziwe twarze postaci. Potem znowu piszę raporty, uzupełniając luki w zadanym tekście.

Pod koniec sprawy na tyle się komplikują, że czasem rozwiązania nie da się wydedukować logicznie. Opieram się więc na intuicji i domysłach, a niekiedy uciekam się do metody prób i błędów. Podejrzewam, że to zabieg mający pogłębić poczucie niepewności i zagrożenia. Autor może sobie na to pozwolić, słusznie zakładając, że skoro liczba wariantów odpowiedzi ograniczona, to rosnąca ciekawość sprawi, że nie odpuszczę, dopóki nie znajdę właściwej.
Nie myli się, więc nie mam o to pretensji, zresztą trudno mieć żal do Anastasji SI. Zważywszy na wizualny minimalizm, doceniam osiągnięty w ten sposób efekt. Za pomocą skromnych środków udało się w Lost Wiki: Kozlovka (zwiastun gry) wykreować świat na tyle interesujący, by chciało się w nim spędzić kilka godzin. Szczególnie cenne jest aktywizowanie wyobraźni, bez której ta przygoda nie mogłaby się wydarzyć. Poza tym miło było pobyć w grze, w której nikt nie będzie liczył klatek na sekundę. A może jednak będzie?



