Mysteries of Old Tokyo – zwiedzanie w stylu retro

Wreszcie gra dla tych, którzy naprawdę lubią pracować przy komputerze. Najchętniej zabytkowym, z monitorem CRT i od lat nieaktualizowanym systemem. A jeśli kochają też podróże, zwłaszcza wirtualne, to Mysteries of Old Tokyo właśnie dla nich została stworzona.

ryogoku-bridge-and-koguki-kan

To kolejny projekt w stylu retro niesiony na fali nostalgii za początkiem ery pecetów i odkrywania WWW (podobnie jak Krypta FM). Tęsknimy za tą epoką chyba nie tylko dlatego, że trzydzieści lat temu wszyscy byliśmy młodsi. Wówczas internet, choć siermiężny, przypominał jeszcze pudełko czekoladek, a nie zdominowaną przez boty i algorytmy puszkę Pandory, jaką jest dzisiaj.

Chyba właśnie nostalgia nie pozwala mi w tej grze oderwać się od ekranu, pomimo niewygodnego interfejsu, słabo czytelnej czcionki, o niewyraźnych zdjęciach nie wspominając. Nie przeszkadza mi nawet zgrzytliwy odgłos nadchodzącego faksu, nie wiedzieć czemu nazywanego tu teleksem. Pewnie autor jest za młody, by je odróżnić…

Cudowny anachronizm

Teleksów używano w tej samej zamierzchłej epoce, gdy z podróży nie wysyłało się rolek ani „selfików”, tylko widokówki. Przypominam, że były to kupowane w kiosku zdjęcia, które do adresata dostarczał listonosz, zwykle jakieś dwa tygodnie później. Wszystkie dzieciaki miały wtedy wspólne hobby: zbieranie pocztówek lub znaczków. Dzięki nim poznawaliśmy świat, zaczynaliśmy nieśmiało marzyć o podróżach. Czasem przypinaliśmy je na słomianej macie przy łóżku (jak bohaterka serialu Ołowiane dzieci).

welcome-letter

Historia Mysteries of Old Tokyo (strona gry w sklepie) zaczęła się od pocztówek wypatrzonych na pchlim targu. Autor kupił tam zestaw 44 pokolorowanych zdjęć Tokio z lat trzydziestych XX wieku. Zachwycił się nimi, odszukał przedstawione na nich miejsca, sfotografował, poszperał, poznał ich historię. Po czym pomyślał o nas (o mnie na pewno!), czyli podobnych sobie dziwakach, którzy też by chcieli przeżyć taką przygodę.

Kto jak ja lubi tropić ślady przeszłości i porównywać widoki tego samego miejsca dawniej i dziś, domyśla się już, ile zabawy nas tu czeka. Żeby tak anachroniczny pomysł się pojawił i został zrealizowany, konieczna była odrobina szaleństwa, czyjaś pasja i fascynacja. Bolerosoft – jak przedstawia się autor Mysteries of Old Tokyo – ma na pewno dwie pasje: kolej i swoje miasto. Pierwszą rozumiem, drugą nawet na swój sposób podzielam.

Gra na silniku metra

Podobno gra powstała na silniku o nazwie Godot, ale mnie się wydaje, że działa na silniku tokijskiego metra. Bolerosoft najwyraźniej jest entuzjastą kolejnictwa i miłośnikiem transportu publicznego. Udostępnił w grze wyszukiwarkę, w której można znaleźć połączenie między dowolnymi stacjami kolei miejskiej w wybranym roku, z podaniem czasu przejazdu. Robi wrażenie, zważywszy że linii jest 17, stacji ponad setka, a historia sięga XIX wieku.

travel-planer-in-mysteries-of-old-tokyo

Muszę korzystać z wyszukiwarki połączeń, bo w tej grze się nie teleportujemy, tylko jeździmy metrem. Fabularnym pretekstem do zwiedzania Tokio jest podjęcie pracy w biurze RIA (Rare Item Acquistions). Każdego dnia szefostwo przydziela mi nową misję: mam odnaleźć trzy lokacje w Tokio, zebrać o nich informacje, sporządzić dokumentację i napisać raport.

Test na rozumienie tekstu

Nie jest to szczególnie trudne wyzwanie, a z czasem wykonuje się je mechanicznie. Dla mnie to przede wszystkim przyjemność, która przynosi też satysfakcję. Chętnie robiłabym to nawet za darmo. Przyjemność czerpię z odkrywania nieznanych miejsc, poznawania ich historii i zdobywania wiedzy. Satysfakcja pojawia się wtedy, gdy uda się wiedzę właściwie wykorzystać lub chociaż wykazać się nią w teście.

mysteries-of-old-tokyo-formularz

Testem w tym wypadku jest formularz, w którym wypełniam brakujące pola, korzystając z określonego zestawu słów. Niby proste, ale wcale nieoczywiste zadanie. Wymaga bowiem wyszukania informacji w dostępnych źródłach oraz analizy ich treści i zrozumienia przeczytanego tekstu. Coś mi się zdaje, że to podstawowe, ale powoli zanikające umiejętności. Już dziś spora część ludzkości nie daje sobie z tym rady. A stopień trudności podwyższa jeszcze bariera językowa.

Być może biegły w angielskim Japończyk uzna grę za bardzo łatwą. Mnie pewną trudność sprawia samo zapamiętanie kilku japońskich wyrazów naraz. Gdy dotarcie do celu wymaga przesiadek, instrukcja dojazdu składa się z nazw różnych stacji, kierunków i linii metra. Można zawsze zerknąć do ściągi, ale ja zwykle staram się jak najwięcej zapamiętać. Niech sobie mózg trochę poćwiczy, skoro nadarza się okazja do trenowania pamięci,

general-nogi-house-in-mysteries-of-old-tokyo

Zwiedzanie staroświeckie

Ze względu na mechanikę Mysteries of Old Tokyo porównuje się do The Rootrrees Are Dead i serii Golden Idol Mysteries, pewnie za sprawą „silnika”. Treściowo może kojarzyć się z Cosmology of Kyoto, choć dla mnie to doświadczenia zupełnie innego gatunku i kalibru. Nie da się jednak zaprzeczyć, że obie gry powstały w hołdzie dla japońskiego miasta: Kyoto lub Tokio. Mają walory edukacyjne, zawierają własną encyklopedię oraz… występują w nich duchy, niekiedy złowrogie.

Przez ekran przemykają czasem ludzie z przeszłości. Opowiadają swoje historie, konfabulując nieco. Moje zadanie polega na wykryciu nieścisłości, skoro już tak dobrze znam historię i topografię miasta. Mroczny wątek paranormalny pojawia się też w relacjach z pogranicza snu i fantazji, przekazywanych werbalnie, a dokładnie za pomocą białych liter na czarnym tle, czyli tekstu. Uprzedzałam, że to gra retro; trzeba tu czytać i wyobrażać sobie to, czego nie widać. Nie wiem, czy autor zdoła w ten sposób pobudzić wyobraźnię pokolenia wychowanego w kulturze obrazkowej, ale na pewno warto próbować.

ginza-street-at-night-in-mysteries-of-old-tokyo

Dla mnie Mysteries of Old Tokyo to przede wszystkim gra o zwiedzaniu, więc Wirtualna Turystyka nie mogła jej pominąć. Prezentuje bliskie memu sercu zwiedzanie staroświeckie, coraz rzadziej dziś praktykowane. Obecnie ludzie już nie podróżują dla siebie, by odkrywać, poznawać, zgłębiać czy próbować zrozumieć niepojęte (np. seppuku). Podróżuje się przecież dla innych, by się pochwalić, zyskać w cudzych oczach lub wzbudzić zazdrość. Jeśli mam tylko przesłać komuś widokówkę z podróży, zamiast robić selfie, rolki, „streamy”, czy „stories”, to czy warto w ogóle wyjeżdżać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *